My fanfiction and other random ramblings

Srebrna, Skald Arkadii (and thoughts on writing)

Posts Tagged ‘brokilon

[PL] Wiersze o Brokilonie

leave a comment »

No to jak jeden las Srebrnej, to i drugi. Długo byłam Przyjaciółką Brokilonu. Ciekawe, czy driady w lesie nadal używają emotów, które napisałam dla gildii driad.

Brokilon

Lat tysiace dzis szumia nad moja glowa
Lisci dywan sciele sie pod moje stopy
Cyt… Nie, nie wchodz tutaj za mna, niebezpiecznie
Nie wchodz, jesli zginac nie chcesz w Brokilonie

Gdy polujesz na mnie, poluj smialo w miescie
Czekaj pod Gildyi mojej bramy, w Athel
Czekaj, lecz gdy ujrzysz mnie kiedy nareszcie
Wiedz ze ukryc mam sie gdzie, czlecze slaby

Sledz mnie dlugo i wytrwale, wszak to latwe
Pewniem czyms ci zawinila, w to nie watpie
Lecz jezeli chcesz zachowac cialo cale
To pozostac na polnocnym Wstazki brzegu

Nie, nie groze, jeno ostrzec cie probuje
Nie wchodz tutaj, ot, tak, zwykla, prosta rada
Nie posluchasz? Twoja wola, nie zakaze
Lecz… Ot, widzisz, oto strzala. Nie mowilam?

Zaraz wiecej ich nadleci, bo na drzewach
I w ostepach dzikich siedza siostry moje
Nie, nie elfki to sa, nie ludz sie daremnie
To sa driady, co przed toba Lasu bronia!

Cisza Brokilonu

Cichutki krok wilka, weza ostry syk
Losia okrzyk gluchy i jelenia bek
Nikt tu im nie wadzi, nie stawia pet nikt
To Las Brokilonski, gdzie nie trafia czlek

Nikt tutaj nie wejdzie kto im niemily
Im – to znaczy driadom, co w tym Lesie sa
Lasu strazniczkami sie mianowaly
Lasu – co ich miejscem, domem dla nich jest

Lasu strazniczkami, wiec Lasu bronia
Przed obcym co wejsc chce, chce sie wedrzec tam
Strzaly ich niechybne kazdego trafia
Wiec nie wchodz wedrowcze w ich zielony dom

Wyjsc stamtad jest trudno, nie pomoga ci
A raczej pomoga… wysla w zaswiaty
Wiec nie zal sie pozniej – one bronia sie
Dla nich kazdy wrogiem, a wiec takze ty…

Groźba Brokilonu

Kon rwie sie w wedzidle, skacze jak oszalaly
Nerwy cie zawodza, strach juz po plecach pelza
Po co tys tu zajrzal, czlecze nazbyt smialy?
Po cos w Brokilon wstapil? Las to ludziom wrogi…

Tu opar zdradliwy sciezki ci zasloni
Tu strzala zza drzewa zycia cie pozbawi
Wycofaj sie, gdy zycie chcesz zachowac
Lepiej stad odejdz, bo spadniesz we Wstazki tonie

Lasu tego strzeze nie ludzka dlon, o, nie!
Lecz driad mieszkajacych w jego sercu dlonie
Driad, co ponad wszystko wolnosc cenia sobie
Wolnosc, cisze, swobode… i od wrogow spokoj!

Wrogiem im dzis byc nie chcesz? Lecz jutro byc mozesz!
Czlowiekiem-s, tedy zaped podbojow twoj wieczny!
Odejdz lepiej, lub sciezke zascieli twe cialo!
Odejdz i skryj sie w miastach – tam jestes bezpieczny

Lecz rzeke ci, cny wedrowcze, czas na miasta przyjdzie
Gdy las znow sie obudzi, gdy do walki stanie
Wtedy miejsca nie znajdziesz na swiecie juz nigdzie
Gdzie bys skryc sie mogl… jako driady dzisiaj…

Las

Las zamyka sie dokola mojej glowy
Wiatr rozwiewa moje wlosy, gwizdze w uszach
Slonce grzeje moja skore, razi oczy
Woda szumi, zapraszajac do kapieli.

Drzewa wokol szepcza mi swe tajemnice
Kwiaty ksztaltem i kolorem k’sobie wabia
Ziola pachnac przekonuja o swej mocy
Ziemia wspiera moje kroki w kazdej chwili

Dom moj drzewny i lisciasty mam tuz obok
Stoje w srodku jego i podziwiam
Jak natura uksztaltowac mogla sie tu
Tak bym mieszkac mogla i bezpiecznie i wygodnie

Kazda skala, korzen galaz i zwierz drobny
Znany mi jest jak innemu miasta bruki
Tak wiec zostac tu chce, cena zadna
Nie jest tak wysoka, by jej nie zaplacic…

Naj…

Lisci poszum muzyka dla mnie najmilsza
Wody szmer spiewem czystszym niz inne
Trawy szelest opowiescia najskrytsza
Ptakow trele – kolysanka najlepsza

Drzew galezie – dachem nad moja glowa
Pnie, korzenie – sciana domu i lozem
Strumien bystry – ochloda dla twarzy
Ziemia czarna – zyciodajna matka

Niebo tutaj najczystsze na swiecie
Wiatr najswiezsze zapachy niesie
Zwierzat tupot – piekne przebudzenie
Brokilon – Puszcza ze wszystkich pierwsza…

 

Advertisements

Written by Srebrna

2014/04/20 at 00:00

Posted in MUD/RPG, Originals, Poems

Tagged with , , , , , ,

[PL] Wiersze nt. Loren

leave a comment »

Srebrna jako Leśna Elfka napisała też kilka wierszy na temat Lasu Loren.

Pieśń o Lesie

Z dalekich stron przybylam tu
Do Lasu pradawnego
A on powital mnie jak dom
Cos dawno nieznanego
Gdy szlam tak, wolno, posrod drzew
Ich piesn zabrzmiala we mnie
I juz wiedzialam, ze ten las
On… bedzie moim miejscem
I zamieszkalam w miescie tym
Co w srodku lasu drzemie
Lecz wciaz spacery posrod drzew
Dnia tego budza wspomnienie

Piosenka o elfkach

Piekne sa i dumne sa,
I tajemnicze wielce,
Wyniosle takze bardzo sa,
O, tak – no, wez te rece!

Lecz jesli krasnal, czlek czy ogr,
zasluzy na uznanie,
No, chocby i halflingiem byl!
To elfke swa dostanie.

Bo kazda elfka ma ten zmysl
Wyczucie, tak to ujme
Ze jeslis bohaterem jest
Porzuca swoja dume

I twoje jest, co tylko chcesz,
Niewazne, jaka pora
Ale pamietaj – wielb ja, wielb!
Od rana do wieczora!

Bo jesli zdradzisz elfke swa
Okrutne swe oblicze
Pokaze ci… I zemsci sie…
Tak, z toba sie policzy

Powrót do Loren

Tlumy ludzi nad ma glowa mowia, krzycza
Zadna trawka tu nie rosnie, zaden listek
Nie przebija sie tu zapach lak podmiejskich
Tu, w samiutkim centrum, sercu miasta

Stoje tutaj zagubiona, pelna trwogi
Bo czym jestem posrod ludzi, ja, samotna?
Nie rozumiem, choc’m uczona, co w ich ustach
Nie rozumiem serc ich, mysli, oczu spojrzen

Wrogiem jednak im nie jestem ni zabojca
Oni – sobie i my – sobie zyjmy spolem
Bylebysmy nie wchodzili sobie w droge
Zyc mozemy i bedziemy, pokoj majac

Dzis wrocilam, by odpoczac, w Las wspanialy
Gdzie nie slychac gwaru, klotni ni wyklinan
I Was witam, siostry, bracia, z sercem ciezkim
I z pierscieniem na mej dloni, co wyrokiem na mnie…

Juz raz Pania odwiedzilam, raz wystarczy
Mam nadzieje jeno cicha, ze nie wiecej
I ze nigdy sie nie stanie to nieszczescie
Bym musiala z bratem, siostra, miecz skrzyzowac.

Pożegnanie

Gdy rozmawialismy wsrod drzew
I padlo Twe pytanie
To usmiechnelam tylko sie
“Jak zechcesz – tak sie stanie”
Tak wiec powiedli mnie wsrod drzew
Gdzie druid trzymal ksiege
Dwa krotkie slowa “tak” i “tak”
Starczyly za przysiege
Lecz teraz jestem sama tu
I leze wsrod zieleni
I zastanawiam cicho sie
Czemu-smy rozdzieleni?
Czy moze rozdzielila nas
Dumna zapowiedz twoja
Zes rownie dobry w milosci jest
Co zaprawiony w bojach?
Lecz nie pytalam wtedy o
Twe osiagniecia w wojnie,
A okazalo pozniej sie,
Zes tabor wiodl spokojnie
Czy moze inna znowu rzecz
Na drodze nam stanela…
Byc moze dziwne slowa te,
Co tamta powiedziala?
Rzucila prosto w oczy ci
Wyrzuty jakies gorzkie
A ty mowiles tylko ze
Nie moje to sa troski
Juz nie wiem… moze jednak to
Ze gdy w ostatnia pelnie
Poszlam na spacer, wtedy ty
Wracales z karczmy chwiejnie
Eh, zycie, zycie… wracam w las
Porzucam dom twoj, loze
Juz zadne z zaklec, slow twych, mow
Ci wiecej nie pomoze….

Ponieważ Srebrna została przyjęta do Armii Berserkerów, to wyrzucono ją (z pewnym wysiłkiem) z Leśnych. I z Przyjaciół Brokilonu.

Pożegnanie lasu

Las byl mi domem i las byl mi lozem
Schronieniem cichym i codziennym swiatem
Lecz uslyszalam krzyk mewy nad morzem
Odtad juz delfin, nie jelen, mym bratem

Juz fala morska unosi daleko
Te, co wsrod lasu tanczyla i grala
Wiatr morski wlosy rozwiewa mi lekko
W wode zielona spogladam dzis smialo

Pozegnac lasy, pozegnac zwierzeta
I braci moich, i przyjaciol moich
Mi przyszlo. Lecz dzis niech kazdy pamieta
O tej, co weszla w Armiji podwoje

Jedna z Was bylam, o Lesni Elfowie
Jednak pozegnac mi przyszlo was dzisiaj
Lecz prosze – niech nikt mi slowa nie powie
O tym, zem zdrajca – niech zapadnie cisza.

Przeklenstwo wszakze padlo na ma dusze
I geas zlamac wola ma nie zdola
Podazyc zatem za przeklenstwem musze
I prosb juz, zaklec, moc mi nie pomoze…

Pożegnanie Loren

Z cichym, smiertelnym szelestem
Opadaja liscie w Loren
Zegnaj, Lesie, zegnaj, zieleni iglasta
Zegnaj, wietrze, co liscie przegarniasz
Zegnaj, slonce, cos kwiatami darzylo
Zegnaj, nocy, pachnaca tajemnica

Tupot lapek ucicha w oddali
Lis, wilk, jelen, odwraca sie tylem
Zegnaj, Lesie, cos mnie tulil swa piesnia
Zegnaj, trawo, cos me niosla stopy
Zegnaj, niebo, co nad Lasem sie chylisz
Zegnaj, miasto, cos w tym lesie ukryte

Snieg osuwa sie na moje slady
Kazdy trop moj znika szybko
Zegnaj ze mna nie chca sie kamraci
Zegnac ze mna nie chca sie zwierzeta
Las gardzi dzis mymi slowami
Szept jedyny juz – “Zdrajczyni!” slysze…

Written by Srebrna

2014/04/15 at 00:00

Posted in Poems

Tagged with , , , , , , ,