My fanfiction and other random ramblings

my thoughts on how to write (or not)

[PL] Osnowa rzeczywistości

leave a comment »

Kiedyś Arkadia została wyłączona i bardzo długo czekaliśmy na jej powrót.

Delikatna, pastelowa mgla unosila sie dookola. Ile to juz dni? Trudno zliczyc… wszystko takie samo, lagodne, usypiajace, uspokajajace… Mysli zwalniaja, a wola zanika… Swiat staje sie obojetny… Zreszta, jaki swiat? Ta mgla wokol? Ja… Jaka mgla…?
Cisza, zaklocana zaledwie cichym szmerem jakby ocierajacych sie o siebie warstw delikatnej tkaniny… Cisza, przejmujaca cialo do kosci, uspokajajaca krew, spowalniajaca mysli, odbierajaca zainteresowanie… Cisza, zabijajaca wspomnienia i chec do zastanawiania sie…
Przestrzen, ktorej umysl ani wzrok nie sa w stanie objac… Zreszta, po co obejmowac… niech sobie bedzie. Wielkosci niewyobrazalne dla smiertelnego umyslu. Ale czymze jest roznica miedzy blisko i daleko? Czym rozni sie smiertelnik od niesmiertelnego? Czym zycie od smierci…?
Tu? Bo gdziez jest tu? Nigdzie… to miejsce na raz nie istnieje i istnieje, wszak jest tu, lecz nie ma jej nigdzie… Istniec tu byloby niemozliwe, powietrza brak i brak zycia, lecz jest tu, ale tu nie ma nigdzie… Nie, nie myslec, nie zastanawiac sie, nie rozumiec, nie poszukiwac… Istniec i nie pytac jak i czemu…
Unoszenie… A moze opadanie? Lecz co to za roznica, gdy cialo nie jest cialem? Gdy dlonie nie sa dlonmi, nie majac czego chwytac? Gdy nogi nie sa nogami, bo nie maja na czym stanac? Gdy glowa nie jest glowa, bo mysli plynac nie chca…? Coz tedy za roznica dla mnie, gdzie jestem, co sie dzieje…?
Kim jestem?
Mgla wciaz ta sama… ilez czasu uplynelo? Nie zliczysz… ni dnia, ni nocy roznicy nie widac, snie z otwartymi oczami, ktore nie istnieja, sniac sny, ktore niczym od jawy sie nie roznia, bo wspomnien w nich nijakich nie ma, jeno ta mgla i mgla ciagle…
Mgla wciaz pastelowa… delikatna, ale nie jasna, nie ciemna, nie jaskrawa… Nijaka. Ani szara, ani niebieska… Miejscami gestsza, miejscami rzadsza…
Delikatna, cienka nic przeplynela leniwie przed jej oczami, niemal nie zwracajac na siebie uwagi… Nastepna byla zielonkawa i miala smak jablka.
Smak? Tu? Znaczy… gdzie?
Kolejna przydryfowala z drugiej strony, zrobila supelek i zawrocila, zostawiajac powiew morskiego wiatru.
Hmm…
Mgla pojasniala… A przynajmniej tylko tak sie to dalo okreslic… Gdzies z daleka dobiegl ja cichy dzwiek, jakby bicie dzwonow.
Kap… Woda? Skad tu woda? Nie… Nie woda. Krew. Moja krew? Moja… co? Czyja? Gdzie…?
Kolejna nic byla juz grubsza… czerwona.
To pewnie ta krew.
Jaka krew? Co sie…?
Zaaaaaraza…
Kilka nitek zderzylo sie niedaleko i kazda odplynela w innym, a jednoczesnie tym samym kierunku.
Mysli zaczely pracowac nieco szybciej, lecz ciche dzwieki od razu je uspokoily…
Czeeeeeeeeeeekaaaaaaaaaaj…. Czeeeeeeeeeeeekaaaaaaaj… Spiiiiiiiiiijj… Jeeeeeeeszczeeeeeeeee nieeeeeeeeee czaaaaaaaaas…
Kolejne nitki byly nieco szybsze. Jedna z nich zarzala…
Kilka zielonych sklebilo sie i zlepilo w jedna…
LISC??? TU???
Gwaltowny ruch przesunal wiecej nici do liscia, ktory sklejony z nimi powoli tworzyl galaz…
Osnowa rzeczywistosci.
Slowa zabrzmialy w jej uszach donosnym hukiem, a bebenki zabolaly.
E… Co? Przepraszam, ZE CO?
Aj… Moje ucho.
Szept dobiegl ja z oddali.
Kto tu jest?
Cisza.
Zielone nitki splotly kolejny lisc. Wygladal calkiem niezle, zwlaszcza ze galaz do ktorej byl przyczepiony, bardzo dobrze przypominala drewno.
GALAZ???
Z nicosci wylanialy sie powoli kawalki roslin, kamieni…
Cale drzewo przedryfowalo obok niej, gdy w zdumieniu wpatrywala sie w pojedyncze ptasie skrzydlo, z ktorego nastepne nici utkaly ptaka. Ten odlecial, zostawiajac za soba nici szumu skrzydel i szarosci piorek.
Nagle kilka nici oplotlo jej nieistniejace dlonie i zaczelo wiazac sie w malenkie, gladkie supelki…
Mgla gestniala, wypluwajac z siebie bezglosnie pojedyncze cienie i ksztalty… Nagle do umyslu, ktory zarazem nie istnial, myslal i wlasnie sie tworzyl, dotarla cichutka, jakby niepewna mysl.
Wracamy?
CO, “WRACAMY”?
Aj… Ciszej…
Znowu jakies nici… niebieskie…
Ostrozna, jasna nitka swiatla zwinela sie w kolko i zawisla pytajaco nad jej glowa. Dtuga owinela sie wokol niej, potem nastepna, tworzac niewielki rogalik, peczniejacy z chwili na chwile. Swiatlo bijace od niego rozjasnilo pozostale nitki, a ksztalty i cienie nabraly wyraznych, dobrze rozroznialnych kolorow.
Znanych kolorow.
Kolorow lasu i nieba.
Potrzasnela glowa, a stworzone z nicosci wlosy zafalowaly po raz pierwszy od niepamieci.
Strzepy mysli poplynely szybciej i zawirowaly w radosnym tancu rozpoznania… Wiazac sie nicmi przezroczystymi i leciutkimi tworzyly spojna calosc a potem zaplataly sie w ciagi logiczne.
Drzewa trafialy na swoje miejsca w realnosci a liscie zaczynaly szumiec muskane nicmi wiatru, biegnacymi by polaczyc sie w podmuch. Ptaki zaczely spiewac, poczatkowo bezglosnie, a potem ciagnac za soba nitki cichych dzwiekow.
Wszystko nabieralo spoistosci, a jej wlasne dlonie coraz to przyciagaly do siebie nowe nici, stajac sie bardziej i bardziej rzeczywistymi z kazda chwila i kazda nicia…
Nagle jej stopy… stopy? Uderzyly o powierzchnie, a nagie kolana otarly sie o cos szorstkiego. Na razie nie mialo to jeszcze koloru, lecz pod palcami wyczuwala deski. Wokol szumialo. Cos, co na razie mialo tylko dzwiek, a nie kolor czy ksztalt. Drzewa ucielesnialy sie, a fragmenty rzeczywistosci zahaczaly sie na swoich miejscach i wplywaly powoli pomiedzy inne, uzupelniajac obraz. Do szumu doszedl zielony kolor i wilgoc, a do powiewu zapach morza i drewna. Ciche spiewy ptakow nieco sie rozproszyly, ale za to staly sie wyrazniejsze.
Przetarla twarz i odgarnela wlosy z oczu. wszystko powoli stabilizowalo sie…
Obok ktos jeknal.
Obrocila sie, pociagajac za soba czesc rzeczywistosci, wyszarpujac z wiatru kilka nitek powietrza, ktore splataly jej wlosy w loczki.
Elfka stojaca tam wlasnie sie odtwarzala. Spojrzala na nia polowa oka, przykryta kilkoma zawiazujacymi sie wlosami.
– Co… co to bylo? – dobiegl ja cien glosu.
Usmiechnela sie i wskazala na niebo, ktore zasnuwaly pierwsze nici chmurek.
– Chyba… chyba wrocilismy…
Nad Wyspami wschodzil pierwszy swit nowego swiata. Pierwszy swit na nowo utkanej rzeczywistosci, ktorej cienkie nitki Niesmiertelni spletli swa moca i palcami i wrocili Smiertelnym aby ci mogli zyc i istniec. Pierwszy swiat od czasu gdy Wielki Blad zachwial rownowaga Swiata i wysnul najwazniejsza nic z kobierca nici Rzeczywistosci.
Pierwszy oddech nowym powietrzem byl jak uderzenie.
A potem wszyscy znow zaczeli zyc naprawde.

Advertisements

Written by Srebrna

2014/06/13 at 00:00

Posted in MUD/RPG

Tagged with , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: