My fanfiction and other random ramblings

my thoughts on how to write (or not)

[PL] Dzień z życia Sigmarczyka

leave a comment »

– Pobuuuuuuuuuuuudkaaaaaaa!!! – rozdarl sie wartownik na glownej bramie zamku. – Swiiiiiitaaaaaaa juuuuuuuuuz!!!

Iron steknal i rzucil w kierunku okna jakies niewybredne przeklenstwo.

– Glupek zobaczyl ognisko i zdaje mu sie ze to slonce wschodzi…

Jednak na potwierdzenie okrzyku wartownika z wiezy zamkowej rozlegly sie dzwieki dzwonow.

– Wstawac, bracia! Swiiita juuuz! Nowy dzien wstaaaje! Pobuuudka!!!

Drzwi z trzaskiem otworzyly sie i swiatlo z niesionej przez pacholika pochodni oblalo bogato uslane poduchami loze Marszalka, oswietlajac dwa skulone ksztalty po obu stronach krasnoluda. Dwie mlode sluzace, przydzielone do ogrzewania loza (i uprzyjemniania bezsennych nocy) Irona zerwaly sie i, narzuciwszy zgrzebne szatki, wybiegly na korytarz. Tam spotkaly kilka innych, w podobnie niedbalym stroju opuszczajacych pokoje (a raczej komnaty) innych czlonkow Kapituly Zakonu.

– Wielki Marszalku, co na dzis przygotowac? Wasza Milosc zyczy sobie balii?

– Nie, w tym tygodniu juz sie mylem… Zwykla szate, cos niezbyt bogatego… bez diamentow tym razem.

Po obleczeniu sie w elegancki stroj, wyszedl na korytarz i zajrzal do rownie wygodnie urzadzonej komnatki Seneszala, ktory wlasnie plawil sie w goracej wodzie nalanej do wielkiej balii, a cztery sluzace… hmmm… pomagaly mu. Miedzy innymi myc sie. Miedzy innymi.

– Pospiesz sie, Ghar, bo trza braciszkow zebrac i sprawdzic, co nam jeszcze do ubicia z pomiotow chaosu zostalo.

– Zaaaaaaraz… Chaos nie krolik, nie ucieknie… – muknal rozleniwiony Seneszal. – Niech no one tylko skoncza…

– Jasne, i znow do poludnia bedziemy czekac?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

– No to sprawdzmy – Iron pociagnal lyk z poteznego kufla z piwem. – Co nam jeszcze zostalo. Orki – wyorane. Ogry – zgromione.

– Gobliny – pogonione.

– Snotlingi – poszatkowane.

– Elfki – wychedozone – rzucil ktos z cicha.

– KTORY TO?! – huknal Iron, czerwieniejac.

– On! On! – natychmiast kilkanascie palcow wskazalo winnego.

– Czy moglbys – zaczal zimno Iron. – Wytlumaczyc mi, BRACIE, o czym wlasciwie mowisz? – usmiechnal sie, pokazujac nieprzyjemnie zczerniale zebiska.

– No trzy dni temu poszlismy z Gharem znaczy sie z Seneszalem Gharem do Loren no do elfiego lasu i tam byly kobiety znaczy sie elfki i bylo ich duzo i one piszczaly i my… e… – zacukal sie nagle klepiacy dotad jak kataryna zakonnik. – E… tego… wychedozylismy… kilka… znaczy sie… no… pare… nawet sporo… prawie wszystkie…

Iron popatrzyl na niego tak, ze niefortunny Brat Sluzebny az sie skurczyl w sobie i probowal znalezc cos na swoje usprawiedliwienie. Widmo trzydniowej glodowki na wodzie zamajaczylo mu przed oczami…

– Bo… e… celibat rzecz trudna… czlowiek slaby… – wyjakal.

– Dostajesz trzy dni karceru! – ryknal Marszalek, lupiac piescia w stol, az kufel z piwem podskoczyl. – A nastapnym razem bedziesz pamietal i wy wszyscy tez, ze jak na elfki idziecie, to zabrac ze soba Kapitule!

Braciszkowie wytrzeszczyli zgodnie na niego oczy, a co mlodsi w zakonie potarli powieki.

– No co, kazdego czasem, nachodzi ochota, zeby przytulic jakas elfke czy krasnoludke… Byle z umiarem, coby sie dziewczynki nie rozzuchwalily, a wam sily na picie i walke z Chaosem zostalo…

– Zdaje sie, ze na terenie Imperium wykonczylismy wszystko co mialo zwiazek z Chaosem – podsumowal Ghar, dotychczas nie zwracajacy wiekszej uwagi na to, co sie dzieje wokol niego, a zajety zgrabnym tylkiem sluzacej nalewajacej piwa.

– Niekiedy nawet to co widzialo Chaos, chocby z daleka…

– I tych, ktorzy o nim slyszeli…

– No to co robimy?

– Jedzmy gdzies dalej!!! – padaly okrzyki.

– Do Loren! – wyrwalo sie z kilku gardel.

– Nie, to nie najlepszy pomysl – Iron pokrecil glowa. – Owszem, kuszacy, ale to daleko, a teraz zima… Mozecie sie do Nuln przejsc. Tylko jak sie ktos bedzie bil, to najpierw spacyfikowac obie strony, a potem wnikac, kto zaczal, zeby nie bylo, ze niewinnych w kolko bijemy.

– A jakbyscie – tu Ghar wysiorbal reszte piwa z kufla, ktory zostal natychmiast napelniony przez sluzaca. – Jakie ladne panny zobaczyli, przekonajcie je, zeby do Zamku przyszly, bo sluzacych brakuje… – jego glos odplynal, gdy oczy Seneszala znow spoczely na tylku sluzacej.

– Nie brakuje, jeno uciekaja ciegiem – mruknal jeden z rycerzy.

– Che? – Iron lypnal podejrzliwie na niego.

– No od czasu jakescie sie zalozyli kto po pieciu garncach piwa dogoni i wychedozy sluzaca, to coraz mniej ich w zamku…

– Cichaj! – calej Kapitule pokrasnialy geby na wspomnienie wieczoru, po ktorym dlugo leczyli guzy i siniaki, a niektorzy i odmrozenia (jeden z nich, ktorego imienia kroniki nie wymieniaja, wpadl w pijackim amoku do spizarni i zasnal przycupnawszy na bloku lodu…).

– Hem… no to trza by sie na Ishtar wybrac, sprawdzic czy sie tam Chaos nie przeniosl… – zaczal powoli Ghar, odrywajac sie od kontemplowania zadka drugiej sluzacej, ktora przyszla ze scierka i wycierala rozlane na podlodze piwo.

– A przeniosl sie, przeniosl! – wykrzyknal jeden z mlodszych braci.

– A gdziez to znamie Chaosu na Ishtar znajdujesz, chlopcze? Trza by sie dokladnie temu przyjrzec, zbadac to i sprawdzic!

– Nie watpie, iz Kapitula zajmie sie tym dokladnie i zbada to szczegolowo – powiedzial mlodzieniec. – Ino zeby wam sily na wszystki starczylo…

– Na wszystkie? Jakze to?

– No prosto, panie. Wedle ocen moich, a nie watpie, ze zgodzicie sie podejrzenia te sprawdzic, siedliskiem zarazy Chaosu jest zamtuz oxenfurcki…

Advertisements

Written by Srebrna

2014/05/29 at 00:00

Posted in MUD/RPG

Tagged with , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: