My fanfiction and other random ramblings

my thoughts on how to write (or not)

[PL] Arkadia 2042

leave a comment »

W efekcie gry na Arkadii powstało kilka opowiadań dziejących się w świecie muda oraz nieduża seryjka z “naszej” rzeczywistości.

Siedziała w miękkim fotelu, kiedy po nią przyszli. Rękę z jedyną wszczepką położyła na stole i, wyglądając przez okno parterowego domu, przetrząsała kod w poszukiwaniu buga, na którym się całość kładła.
Dom był w miarę cichy, gdzieś w oddali po pseudodrewnianym parkiecie stukały pazurki rudodymnego siberiana, który, oddając się we władzę odwiecznego instynktu dostosowanego do współczesnych realiów, gonił dzwoniącą myszkę, napełnioną kocimiętką.
Od ulicy nie dochodził żaden, nawet najmniejszy szum. Dwa wróble, tłukące się na oknie i wyciszone starannie głośniki, emitujące Blind Guardiana z ośmiu punktów pokoju, stanowiły znakomity podkład do mruczanego przez nią zaklęcia programistów:

One hundred bugs in the code
One hundred bugs in the code
One bug fix’d and then compiled again
One hunderd and ne little bugs in the code…

Przekodowywała po raz kolejny autrotranslatora polsko-włoskiego, robiąc dla zaprzyjaźnionego kodera, zresztą na wyhakowanym skądś kodzie Arki. Te strzępki, które Administracja umieszczała na FTP, nie nadawały się do poważnego kodowania. Zwłaszcza, że ostatnia aktualizacja była sprzed ośmiu lat i nadawała się do stawiania nędznych mudów blokowych na najwyzej pięćset osób, a nie do poważnych produkcji, a już na pewno nie do testowania kodu, który miał finalnie trafić na Arkę.
Mozolnie i powoli sprawdzała algorytmy dopasowania tłumaczenia według fraz i kolokacji, ale wszystko się zgadzało. Zapisała na wszelki wypadek plik pod nową nazwą, wyłączyła neopico i odpaliła VTF. Zamknęła oczy i ruchem wolnej ręki zmieniła kanał odbierany przez głośniki na modulację głosową.

Wszczepka była może jedna, ale uważała, że doskonale wystarcza jej do pełnego odbioru. Nie musiała się wiele starać, żeby odpowiednie ruchy dawały jej nawet możliwość dosyć sprawnego grania na ręcznej harfie lub lutni, wymagało to tylko starannego oskryptowania V-tinyfugue, a to w zasadzie żaden problem. Zwłaszcza, jak część rozwiązań ściągnęła ze starych plików Klanu Tichy i nieco przerobiła na nowe potrzeby.

Coś zahurgotało, pewnie Głupia Bestia (zwana przy gościach Fafciołkiem, ku swemu upokorzeniu) znów wepchnęła swoją nowiutką myszkę pod lodówkę i usiłowała ją wyciągnąć. Tylko sprawdzi pocztę i pomoże kotu, bo przecież obskubie emalię z drzwiczek do reszty.

Usta poruszyły się, kiedy subwokalizowała.
– Cześć, Kiti. Niewiele. Ciao. Szlag, znów ten moduł. Tak, za chwilę. Poczta.
Palce poruszyły się delikatnie, kiedy “wklepywała ścieżkę”. Dla postronnych postaci wyglądało to pewnie jakby huragan przeleciał.
– Nie. Tak. Trzynaście. Czternaście. Siedemnaście.

– Wie pan, że jak jej wyrwiemy te wszczepkę, to już nic nie powie?

Zza modulków dzwięku dobiegły ją jakieś obce odgłosy.

Jeżeli Fafcioł siedzi teraz na lodówce, to ma w tyłek! zdążyła pomyśleć, zanim na jej ramię opadła czyjaś dłoń.

– Proszę odłożyć klawiaturę i wyłączyć głośniki. Ma pani prawo do adwokata… Proszę natychmiast rozłączyć się z mudem!

Otworzyła oczy bez wylogowywania się. Natychmiast chwyciły ją mdłości, w ostatniej chwili powstrzymała się przed okazaniem tego. Zacisnęła oczy i nadała w całą Arkadię ostatni sygnał…

przyzwij wszystkich Nie wiem co się dzieje, ale są u mnie psy i chyba trzeba spierdalać z Arki! Diskonekt wszyscy!

Zdążyła jeszcze zobaczyć signoffy pierwszych wizów i swoją własną wiadomość, puszczoną przez kogoś z Administracji przez Jeźdźca Apokalipsy, zanim musiała się rozłączyć.

Delikatnie wyciągnęła wtyczkę z gniazda wszczepki i rozmasowała przegub.

– O co chodzi? – odwróciła się w kierunku psypolicków, czyli Funkcjonariuszy Równowagi Psychicznej. Zamarła. Jeden z nich trzymał wymierzony w jej wszczepkę porażacz nerwowy. Porażacz był niebezpieczny dla “czystego” człowieka. Bardzo niebezpieczny dla cyborga, dowolnego typu i stopnia, nawet dla kogoś z jednym wszczepem. Śmiertelny w razie zaaplikowania do samego wszczepu.

– Proszę podać ręce i nie robić żadnych niepotrzebnych ruchów. Jest pani aresztowana – wyrecytował jedyny psypolik bez broni. – Pełna lista stawianych pani zarzutów może zostać powiększona o stawianie oporu przy aresztowaniu, jeżeli natychmiast się pani nie podporządkuje.

Sześćdziesięciolatka podniosła się powoli.

– Panowie pozwolą, żę zabezpieczę dom na czas swojej nieobecności. Kot nie może zostać bez jedzenia na dłuższy czas.

– Proszę się nie przejmować tym stworzeniem. Zostało zneuralizowane –
powiedział z niejasną satysfakcją typek bez broni.

Mimo niejakiej przeszkody, złożonej z kilku funcjonariuszy, znalazła się w kuchni w ciągu trzech sekund. Na środku leżał, jak nędzna kupka futra, wyciągnięty w ostatnim skoku Fafciołek. Paraliż, który go opanował, nie zdołał go zabić. Wciąż jeszcze poruszał oczami, próbując zrozumieć, czemu łapy nie chcą go słuchać.

Klęknęła przy nim, gładząc bezmyślnie długie futro.

– Muszę go zabrać do weterynarza… Nie mogę go tak zostawić…

– Nadchlebnik Koziak się nim zajmie – do przodu wystąpił ten sam psypolik, który wcześniej trzymał ją na muszce.

– Posiadanie zwierząt domowych nie przynoszących bezpośrednich zysków dowolnego typu jest klasycznym objawem Przeniesienia Uczuć Macierzyńskich, a zatem aberracji typu B. W takim wypadku standardową procedurą jest pozostawienie obiektu pod obserwacją, zaś w razie zaobserwowania innych odchyleń, izolacja od zwierzęcia.

Koziak odbezpieczył starannie ogłuszacz i omiótł nieruchome ciało kota stężonym promieniem.

– Cholerny morderco! – ryknęła i rzuciła się na niego.

***

Nigdy nie rzucaj się na faceta z załadowanym ogłuchem.

Patrzyła tępo na stalowe drzwi, zastanawiając się czy raczyli powiadomić jej męża, czy zamknęli drzwi od mieszkania i co się stało z Fafciołem.

Oprzytomniała dopiero w ciężarowce, podzielonej na spore boksy. Naprzeciwko niej leżał nieco młodszy mężczyzna w wielkich, panoramicznych okularach. Gryzł zapamiętale prawą pięść, jakby tłumiąc krzyk.

– Co się stało? – zdołała wydusić ze ściśniętego gardła.

– Cc… cccc…. ccciachnę-ę-ęli mmmmiiii kkk-kkk-kkabel siecccccc-ccciowwy – wymamrotał.

No tak, typowe objawy zerwania linka na wirtualnej.

– Kim jesteś? – zapytała ostrożnie, gdyż oczy jeszcze nie przyzwyczaiły się jej do mroku.

– Jjakk tto kkurna kkkim, ttruwwerem! – jąkał się już mniej, jakby szok mijał.

– Voo? To ty? – przycisnęła twarz do prętów celki, próbując go lepiej zobaczyć. – Kogo jeszcze mają?

– Nnnikkoggo. Nas. Ttt-tylkkko.

Opadli na podłogę naprzeciw siebie.

Furgonetka zatrzymała się.

Znów przycisnęła twarz do prętów, próbując tym razem zobaczyć coś na zewnątrz.

– Voo – jęknęła ze zgrozą. – Chyba jesteśmy gdzieś przy… Słyszę tramwaje, o, wiadomości… Trzynastka!

– Może być jeszcze parę innych ulic – dodał Vookash ponuro, już całkiem
normalnie. – W zasadzie, nie wiadomo, co gorsze.

Drzwi z tyłu ciężarówki otwarły się z huknięciem i wepchnięto przez nie spory kształt. Jeden z funkcjonariuszy otworzył drzwi obok niej i wepchnął tam swoją ofiarę.

– Nie wiadomo, co gorsze – powtórzył Vookash. – Może za to Kir im się wywinie.

Oparła czoło na dłoni.

– Janek… Brat, żyjesz?

***

Otępiali, siedzieli w pace ciężarówki, kiedy znów się zatrzymała. Najpierw coś łupnęło, jak wyłamywany zamek, potem dobiegły ich oddalające się kroki psypolików… A potem, gdzieś z góry, rozdzierający krzyk, znajomy głos…

– Nie możecie! Nie rzucajcie tym dyskiem! Nieeeeee!

Zaraz potem huk i kolejny, doskonale znany im głos, wykrzyknął:

– Już, spokojnie, Jędrek… To nic nie pomoże… Chodź, bo wykręcą ci ręce i nawet po wyjściu nie będziesz już mógł… Ej! Niech mnie pan zostawi! Auaaaa!

***

Elspeth siedziała, rozmasowując przedramiona, za które jeden z funkcjonariuszy ją chwycił, kiedy próbowała wyskoczyć z platformy. Jej brat też nie pomagał psypolikom, ale oboje wylądowali w boksach z obolałymi mięśniami. Było ich już ośmioro, razem ze zgarniętą z pobliskiej kafejki trójką młodocianych Scoia, którzy ze strachu wcisnęli się w najdalsze kąty swoich celek.

– Co robimy?

– A co możemy? – odpowiedział jej ponuro młodszy brat. – Żadne z nas nie ma wszczepu z tele, a to jedyne, co teraz może nam się przydać.

– Ja mam – pisnął jeden Wiewiórek. – Nawet działa.

Jej oczy zaświeciły się.

– Możesz wejsc w pasmo i wywoływać Miniora? Po prostu Minior, żadnych cyferek.

– Szacun – wymamrotał chłopak, może siedemnastoletni. Wygładał na Michaela 112 albo inny nick z trzycyfrowym identyfikatorem. – Nie ma go.

– Szukaj dalej. Under. Lakshmi. YaaL. Laurelin. Tigr. Nicolas. Shit, chłopaki, kto miał jeszcze tele?

– Nuke. I, o ile dobrze pamiętam, Adalb.

– Mam, mam Lakshmi? Co nadać? – Scoia miał rozszerzone źrenice.

– Nadawaj na wszystkich pasmach: Srebrna mówi: SPIEPRZAĆ! Jak ktoś zapyta, w czym rzecz, zrób zapis, ze psypoliki nas mają. W ogóle, możesz zrobić stały zapis i wyszukiwanie z automatu?

Chłopak skinął głową.

– To nadawaj. Do tych wszystkich… I do każdego kto zaczepi twoją postać na tele. Jesteśmy pieprzonymi wyjętymi spod prawa, rozumiesz? Aresztują nas psypoliki, nie jakies wypierdki mamuta z krawężników. Mamy, imainuj sobie, przekichane.

Advertisements

Written by Srebrna

2014/05/24 at 00:00

Posted in MUD/RPG

Tagged with , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: