My fanfiction and other random ramblings

my thoughts on how to write (or not)

[PL] Wiersze: wszystkie inne

leave a comment »

Zbiór wszystkiego, co nie pasowało w pozostałych postach.

Kołysanka

Gwiazdki migoca lagodnie
Usmiech i oczy dzieciny
To jest cud swiata najwiekszy
Male szczescie – narodziny

Swiat caly w dwoch piastkach sciska
Tak wiele przed nia przyszlosci
Kim bedzie, co zrobi, stworzy?
Duzo pieknych mozliwosci

W tych oczkach migoce swiatlo
Sekretow wielkich wysiace
Poczekac przyjdzie lat kilka
Rozpali sie zar w nich tlacy

Szczescie wielkie niech cie czeka
Niech cie czeka powodzenie
A nastepnie takiej jak ty
Slicznej corki urodzenie

Bys nie byla nigdy smutna
Bys w sercu nosila pokoj
Lekka stope, zreczne dlonie
I przemadra miala glowe.

Krasnoludy

Tu, pod gora, gdzie ciemnosci czarne groza
Tu, gdzie zloto jasno blyska w czerni jaskin
Gdzie kwiat zaden nie zakwitnie, nie wyrosnie
Lecz kamienie tu szlachetne poblask sieja

Wejdz tu, lecz ostroznie stopy stawiaj swoje
Przewodnikiem twoim niech ma lampa bedzie
Slyszysz? To kilofow uderzenia w sciany
Krasnoludy tu znalazly swoje miejsce…

Bracia moi, kujcie zywo, kujcie pilnie
Wyszukajcie najpiekniejszu klejnot jaskin
Ja, z powierzchni wam przyniose bursztyn zloty
Oprawimy w srebro, zloto wszystko razem

Jak ten metal, co spojeniem dla kamieni
Tak braterstwo miedzy nami twarde, mocne
Siostra wasza mienic bym sie chciala zawsze
Choc’em elfka, i z powierzchni wchodze tutaj

Ciemnosc ta mnie nie przeraza, ni jaskinie
Podziw budzi we mnie kuzni luna jasna
Nie na moje to jest palce, nie moj rozum
Lecz wy mistrze w tym rzemiosle, wy artysci

Tak wiec chwale dzisiaj spiewam krasnoludow
Co i w boju zaprawieni i w kowalstwie
I przyjazni wiez zadzierzgnac bym tu chciala
By nie mowil nikt o starych nienawisciach!

Zjawa

Duch w bieli nad zamkiem polata
“Czym jestes, przeklete widziadlo?”

“Jam krol, co zeszlego lata
Zabila mnie reka podla”

“A czyjaz to reka cie dzgnela?”
Zapyta ciekawy wedrowiec

“Zony to reka mej milej
Czyz to nie zdrada? Sam powiedz!”

“Ah, przeciez to zdrada wyrazna
Lecz jakze ci pomoc dzis moge?”

“Jesli sie duchow nie lekasz
Wyjdz o polnocy na droge

Na rozstaj, co w trzy swiata strony
Rozchodzi sie sciezkami trzema”

“Wiem gdzie to! Co czynic trzeba?”
“Stamtad odwrotu juz nie ma

Idz prosto, jak strzelil, na zachod
Trzy kroki po trzy razy odlicz

A gdys juz przybyl na miejsce
Prosto na polnoc sie obroc

Siedm krokow tam odlicz przed siebie
Lecz bacz bystro bo to cmentarzyk

Przed toba, wprost wejscia ujrzysz
Piekny z marmuru oltarzyk”

“Okropne!” zakrzyknie wedrowec
“Lecz coz czynic mam pozniej, duchu?”

“Stoj obok, a gdy lysnie raz
Nie lekaj sie burzy dmuchu

Wez miecz swoj, krwi kropelke utocz
A kapnij nia na oltarz maly

Gdy zrobisz to, wnet uciekaj
Bo cmentarz zbudzi sie caly

Ja jeden nie wroce z zaswiatow
Druzyna tu idzie cna ze mna

By zlowic ma zonke wstretna
I sad tam odprawic nad nia”

Wiec poszedl pomocny wedrowiec
Krwi krople utoczyl z swej zyly

Co stalo sie? Trudno dociec…
Nikt go nie ujrzal juz zywym…

 

Advertisements

Written by Srebrna

2014/05/19 at 00:00

Posted in Poems

Tagged with , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: