My fanfiction and other random ramblings

my thoughts on how to write (or not)

[PL] Wiersze miłosne i żałościwe

leave a comment »

Tego się trochę zebrało – wierszy pisanych pod Srebrną lub inne postacie.

***

Moje oczy wyplakaly juz swoj kolor
Sa teraz szare ze smutku
Moje dlonie utracily sile
Sa bezwladne i drzace ze strachu
Moje usta utracily mowe i smiech
Milcza, nie wiedzac co mowic
Moje stopy nie niosa mnie juz przez swiat
Zatrzymaly sie, zgubiwszy droge
Bede stac tak, milczaca i szara
Wiem przeciez, ze nie przyjdziesz
Nie poprowadzisz mnie
Zostane tutaj, na rozdrozu zycia
Sama miedzy tlumami
Ludzi, ktorzy mnie nie widza
Stapiam sie z tlem

Cisza

Krople ciszy spadaja
Caluja ma skore zimnem
Tula sie do niej bezglosnie

Slow twych ciepla dzis czekam
Co wypelnia chlod ciszy
Zabrzmia w mych uszach

Twych ust dotyk
Dzwiekiem rozgrzeje
Mnie… zmarznieta w samotnosci…

Czekam

Moje oczy jeno twych wypatruja
Moje usta jeno twoich czekaja
Moja skora jeno na twoj dotyk gotowa
Grac na mnie mozesz jak ja na swojej lirze

Moje dlonie jeno twoje chca objac
Moja glowa jeno o twym ramieniu marzy
Moje uczy jeno twoich slow lakna
Kazde slowo twe dla mnie – woda zycia

Moja dusza twej obecnosci spragniona
Moje palce twa dlon ujac by chcialy
Moje nogi do ciebie mnie niesc chca
Cala soba jeno z toba byc pragne…

Czy wiesz…?

Czy wiesz co to znaczy
Nie miec kogo kochac?
Wszystkiego nienawidziec
Patrzec na swiat jak na odbicie
Czegos innego
W krzywym zwierciadle

Byc odcieta
Od swiatla
Na zawsze
Mrokiem swojego szalenstwa

Nie moc wyjsc poza granice
Wlasnego obledu

Nienawidziec nie wiedzac kogo

Kochac… Ciebie… ?

(hej, nie gwarantowałam, że wszystkie będą w super dobrym guście ;>)

Do Ciebie

Byc
Winem, ktore wieczorem przelewa sie w Twoim pucharze
Powietrzem, ktore popoludniem chlodzi Twoje czolo

Istniec
Jako roza, biala i drzaca w Twych dloniach, rankiem po wschodzie slonca
Jako rosa, zimna i czysta, ktora strzepujesz, wracajac z ogrodu

Patrzec
Jak o polnocy lezysz, sam w swojej komnacie
Jak o swicie czekasz, wpatrzony w czerwony poblask, czy slonce dzis
[wzejdzie?

Przyjsc
Razem z Nia, zimna i bezlitosna

Przyjsc

I powitac Cie

Po TEJ stronie mroku

(pretensjonalne tytuły, przybywajcie!)

Do życia

Do zycia potrzebna mi woda
Czysta jak krysztal, przejrzysta

Do zycia potrzebne mi slonce
Co dzien nad moja glowa sie wznosi

Do zycia potrzebne powietrze
Co chwila oddech brac musze

Lecz nad wode, powietrze i slonce
Ty i milosc do ciebie mi zycia zrodlem

Jak ta woda – milosc moja jest czysta
Jak to slonce – codzien budze sie do niej

Jak powietrze – tak twoja obecnosc
Mi potrzebna, bym isc mogla naprzod

Bys byl ze mmna – noc dzien, chwile kazda
Bys ogrzewal mnie milosci naszej zarem

Bys mnie poil czulosci dotykiem
I bym mogla byc tym wszystkim – dla ciebie

Już Więcej Nie

Co sie zdarzylo miedzy nami
Juz nie wroci wiecej
Jest jak tecza
Pod deszczu ktorego nie bylo
Jak glos
Kogos kto juz nie zyje
Jak usmiech
Ktory zmienil sie w placz
Odejdzmy od stolu
I zostawmy nasz dom
Komus szczesliwszemu
Niech zyje tu
I niech nie przemija
Jak my –
– przeminelismy

Kim jestem

Jestem lisciem na wietrze, targanym przez nieswiadome podmuchy
Niepewnym swej drogi, niewladnym decyzji
Popychanym przez inne, suche i spieszace sie liscie

Jestem malym kamykiem, o ktory mozna sie potknac
Bezdusznym, nieruchawym, stalym
Lezacym na sciezce zycia wsrod innych, jak ja, kamykow

Jestem platkiem sniegu, opadajacym na twe usta na chwile przed stopnieniem
Zimnym, kunsztownie rzezbionym, delikatnym
Wirujacym bezradnie wraz z innymi lodowymi rzezbami – platkami

Jestem kwiatem na lace, na jeden dzien rozchylajacym platki
Jasnym, niewinnym, znajacym tylko slonce i deszcz
Zwracajacym swa glowe do nieba, wsrod innych, jednodniowych kwiatkow

Jestem czlowiekiem, mam wole i umysl
Przemine, lecz swiat pozostanie
Ma dusza swoj slad pozostawi
Mam rozum, dwie rece, dwie nogi
Moge isc tam, gdzie bym chciala
Zostane!
Jak kwiat, zakwitne przy tobie
Jak kamyk, bede na twej zycia sciezce czekac
Jak lisc, w twym bukiecie jesiennym zebrany
Jak platek sniegu, twe usta wybiore, by stopic sie w ich zarze

Nocą

Noca… moj umysl odlatuje
Szuka ciebie
Daleko, przez morze i lad
Wytrwale szuka
Nad uspionymi miastami, wioskami
Wypatruje wytrwale
Zaglada w ciemne i jasne okna
Ciebie wypatruje
Moje dusza krazy nad swiatem
Tesknota targana
Pod chmurami, z wiatrem i burza
Niesiona tesknota
Za twych ust dotykiem, do ciebie
Nadzieja niesiona
Na twoj uscisk, na milosc, na cieplo
Targana nadzieja
Moje palce, moje dlonie i usta
Pamietaja pieszczote
Twego ciepla, uczyc, czulosci
Dotyk pamietaja
Drza w niecierpliwej tesknocie
Czekaja na dotyk
Bys obudzil znow we mnie to samo
Na pieszczote czekaja

Pamięć

Pamiec moja… jak strzepy kwiatow na wietrze
Jak polyski slonca na wodzie
I jak poblask swiecy na szybie

Ulotna, jak piora ptakow odlatujacych na poludnie
Jak puch topoli na wiosne
I jak zapach przeszlosci w ksiazkach

Lecz wspomnienia – te wielkie, te wazne
W mej pamieci na zawsze, jak w skale
Pozostana, wykute na wieki

Jak litery na cokolach pomnikow
Tak twe oczy, twe usta, twoj dotyk
W mej pamieci swe miejsce juz maja…

Pośpiech

Swiat wokol wiruje
Spieszy wciaz naprzod
Wciaz wyzej

A ja chce sie zatrzymac
Choc chwile byc sama
Tylko z Toba

Zeby swiat plynal wokol nas
Nie pchal, nie ciagnal za soba
W naszym malenkim kosmosie
Zatrzymajmy zegary

Niech nie wybijaja dni, godzin
Niech nie starzeja sie drzewa
I niech nas nikt nie pogania

Zamknijmy drzwi i okna
zanurzmy sie w samotnosci
We wspolnym nie-biegu

Patrzmy tylko na siebie

Nie na swiat, ped, masy ludzi
Hodujmy kwiatki milosci
Delikatnoscia naszych pocalunkow

Poświęcenie

Lisc osiki, drzacy na wietrze
Kanarek, ktory uciekl z klatki i przysiadl na oknie, mokry
Piesn skowronka w pustym ogrodzie
Twoje oczy, lsniace od lez

Wszystko to mogloby byc piekne
Ale zadnej z tych rzeczy nie widzialam

Moze to i dobrze

Nie chce, zebys plakal

Ja bede plakac
I cierpiec
Za Ciebie

Radosna miłość

Wybuchla bombka szczescia
Prawie nad moja glowa
Wlasciwie – to nad sercem
Mala, lecz piekna – milosc

Zaczela spiewac radoscia
Skowronkow setki glosem
Zagluszyla nieufnosc
Jej brudny kolor przycmila

Rozproszyla zwatpienie
W sens zycia, sens swiata, istnienia
Pozwolila zyc dalej, cel dala
Wierze teraz ze jest dobro w ludziach

Zawisci zolc oslodzila
Dla innych, szczesliwych bardziej
Wiare, cierpliwosc na probe
Wystawia ma… trzeba wytrwac!

 

Śmiałeś się

Widzialam
Smiech w Twoich oczach
Smiales sie ze mnie

Slyszalam
Twoje ironiczne slowa
Mowiles o mnie

Poczulam
Dotyk Twojej dloni
Witales sie ze mna

Ciekawe
Czy robiles to tylko przypadkiem?
Czy wiedziales, ze cierpie?

Wiem
Ze nigdy mi nie powiesz
A ja nigdy Cie nie zapytam…

Smutek i Szczęście

Smutek moj, jak szarosc murow
Otacza mnie z kazdej strony
Lecz jak mur, co choc twardy
Kruszy sie i sypie
Tak i smutek, co na duszy
Ciazy kamieniem
Rozsypie sie w pyl
I uwolni czekajace za nim
Slonce radosci
Niebo szczescia
Drzewa zycia
Ptaki wesela
Kwiaty nadziei

Wieki cale trwac moze czekanie
Runie? Runie? Kiedy? Nareszcie!
Lecz nadejdzie ten dzien, co juz dzisiaj
Sie rysuje w mojej glowie
Daje znac o sobie
Poblaskiem
Kolorem
Szumem
Spiewaniem
Zapachem
Zza muru… ktory upadnie!
Upadnie, gdy ja tego zachce!
Wiec niech pada!
Chce!
Byc!
Szczesliwa!

Tęsknota

Tesknie za jego dlonmi, trzymajacymi mnie pewnie
Tesknie za jego dotykiem na moich policzkach
Tesknie za jego ustami, tak blisko moich
Tesknie za sposobem, w jaki mnie obejmuje

Tesknie za jego glosem, szepczacym czule slowa
Tesknie za jego palcami, pieszczacymi moja skore
Tesknie za cieplem oddechu, grzejacego moje dlonie
Tesknie za pewnoscia, jaka daja jego ramiona

Tesknie za oczami, patrzacymi lagodnie
Tesknie za ramionami, otulajacymi moje
Tesknie za usciskiem, bez slow przekazujacym milosc
Tesknie za nim calym… i czekam…

Znikam

Moje oczy wyplakaly juz caly swoj kolor
Sa teraz szare ze smutku

Moje dlonie utracily sile
Sa bezwladne i drzace ze strachu

Moje usta stracily mowe i smiech
Milcza, nie wiedzac co mowic

Bede stac tak – milczaca i szara

Wiem przeciez, ze nie przyjdziesz
Nie poprowadzisz mnie

Zostane tutaj, na rozdrozu zycia

Sama, miedzy tlumami
Ludzi, ktorzy mnie nie widza

Stapiam sie z tlem

 

Advertisements

Written by Srebrna

2014/04/30 at 00:00

Posted in Poems

Tagged with , , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: