My fanfiction and other random ramblings

my thoughts on how to write (or not)

[PL] Wiersze o konkretnych osobach

leave a comment »

Na zlecenie Irona i Ilmarinena napisałam tę oto piękną Elegię na śmierć Seneszala. Dostałam loga z opisem walki, która się stoczyła i rozwinęłam to twórczo.

Aha, wstępnie sztylet dosięgał zdradziecko, ale Ilmar to oprotestował.

Niech tedy piesn moja sie niesie po lasach,
Slysz glos moj, dzwiek liry, placz smierc Seneszala.
Cny wojak nam polegl, Sigmara Zakonnik,
Bo sztylet go dosiegl pod zebra znienacka

Gdy walczyc mu przyszlo z Wysep komendantem,
A Sigmar i Hemdall ich glosem mowili…
By wojne okrutna, nim zacznie sie, skonczyc
W imieniu Zakonu i Armii walczyli.

Na gorze co Klami ja zowia Smoczymi
Staneli, a kazdy z nich wspart sekundantem.
Po stronie Armiji stal Dyffryn i Koris,
Zas Oskar, Ivanhoe stali przy Zakonie.

Gdy twarz w twarz sie starli dwaj odwazni meze,
A Hemdall i Sigmar ich wiedli oreze…
By konflikt, co tlil sie, w zarodku zadusic
I wojny na Zakon i Armie nie spuscic.

Dlon w dlon, ramie w ramie, staneli przec’ sobie
Sad bozy sie odbyl, na smierc i na zycie.
I iskrzyc poczely sie oczy wojakow,
Gdyz na nich spoczela dlon bogow dnia tego.

Gdy bronie skrzyzowac im przyszlo na szczycie,
A Sigmar i Hemdall w nich ozywili sie…
Imiona ich wiecznie w pamieci niech blyszcza,
Z Zakonu szedl – Iron, zas z Wysp – Ilmarinen.

Uklony oddali, z szacunkiem, choc wrogiem
Sie stali wzajemnie dnia tego dla siebie
Zabrzeczal ich orez, zadrzaly zbroj blachy,
I rzucil do szarzy Seneszal sie pierwszy.

I stal iskry krzesze, i walcza dwaj meze,
A Hemdall i Sigmar ich wladna orezem…
I bogow sad dzisiaj nad Armia, Zakonem,
A w broni ich zacnej slonca odblask plonal…

Potykac im przyszlo dnia tego sie wrogo,
Gdy swit nad gorami powstawal juz siwy.
I dlonie ich wladne orezem nad podziw
Sprawnoscia i sila z nich kazdy bogaty

I walcza, a oczy ich blyszcza odwaga
A Sigmar i Hemdall w nich swe moce klada…
I waza sie losy Zakonu i Armii,
Zas jezyk ich wagi – jak czubek sztyletu.

Cios w cios ida rowno, jak rowni sa sobie,
Tak wielcy wojacy, meze co sie zowie.
Lecz! Bardziej w sztyletach szkolon Ilmarinen…
Zadaje cios zwodny… Osunal sie Rycerz

W ramionach zolnierza, co walke te wygral,
A Hemdall z Sigmarem ja w niebie rozstrzygnal…
Sad bozy tak konczac, Armiji zwyciestwem
Dech wydal ostatni Seneszal przeslawny

Odeszli zolnierze, Rycerze zostali
By warte przy zwlokach Irona odbywac
W tych gorach, co wiecznym dla niego juz domem
Na szczycie co Klami go zowia Smoczymi…

Tren dla Elspeth

Gdys zlaknion powiesci
O zyciu zlamanym
Chodz, sluchaj wedrowcze
A nie trac ni slowa

Mlodziutkiej dzieweczki
Nic zycia przecieta
Amanta, ktorego
Nie chciala, dzialaniem

Miloscia niechciana
Do smierci popchnieta
W wod odmet Pontaru
Swe zycie oddala

Wlos rudy na wodzie
Sie lekko unosi
A cialo jej smukle
Na kamieniach lezy

Zalotnik natretny
Co slow jej nie sluchal
Zadreczyl nieszczesna
Niewczesnym afektem

A jego upartej
Slepej namietnosci
Smierc Elspeth, cnej radnej
Przesmutnym efektem

Wiec zegnaj mi siostro,
Cos w smierc udreczona
Wybrala fal zimno
Spoczywaj w pokoju!

 

Advertisements

Written by Srebrna

2014/04/05 at 17:40

Posted in Poems

Tagged with , , , , , , , , ,

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: